Ostatnimi czasy Canonical (producent i główny sponsor Ubuntu) uruchomił usługę Ubuntu One polegającą na przechowywaniu i synchronizacji plików na dwu gigabajtowym koncie pomiędzy wieloma komputerami jednego użytkownika, a także dzieleniu się z nimi z innymi ludźmi. Od dosyć dawna istnieje bardzo podobna usługa, z której także korzystam – Dropbox. Już teraz pozwala na to samo, ma taką samą powierzchnię dyskową (którą można powiększyć o kolejny gigabajt zapraszając do skorzystania z usługi innych internautów) i również działa na Linuksie, a także na Macu i Windowsie.
Obecnie Ubuntu One jest w stanie zamkniętej wersji beta dostępnej na zaproszenie, które otrzymałem i przeprowadziłem test usługi.
Przygodę z Ubuntu One zaczynamy od ściągnięcia specjalnie przygotowanego pakietu do Ubuntu, który dodaje do Nautilusa (domyślna przeglądarka plików w środowisku graficznym Gnome) obsługę katalogu, do którego możemy skopiować pliki, które w automagiczny sposób znajdą się w czeluściach międzysieci. No fajnie, możemy sobie pliki backupować, znajomym wysyłać. Wróć! Możemy wysyłać znajomym, którzy także korzystają z Ubuntu One. “Wyniesienie” pliku na zewnątrz, np. za pomocą bezpośredniego linku niewymagającego bycia zarejestrowanym w usłudze, tak jak to jest w Dropboksie jest niemożliwe. Przynajmniej teraz, we wczesnej fazie projektu.
Wczoraj na blipie co rusz można było się natknąć na wiadomość, że płytki z Ubuntu właśnie zostały dostarczone. Dziś, ten zaszczyt dotknął także mnie.
Jedną płytę z Ubuntu zamówiłem 17 kwietnia. przyda mi się na wypadek, gdybym musiał wykonać reinstalację lub, co wiele lepsze , zaprezentować komuś ten system. Przypominam, że płyty całkowicie za darmo można zamówić na shipit.ubuntu.com. Czas oczekiwania na realizację nie jest krótki, więc lepiej będzie pobrać obraz płyty z sieci, ale na płytki warto czekać – z każdym wydaniem są ładniejsze. Zdjęcia w rozwinięciu wpisu.
Czwartek, 23 kwietnia, trochę po 12 czasu polskiego. Wszyscy (linuksiarze) zgodnie oczekują na pojawienie się na serwerach firmy Canonical najnowszej wersji Ubuntu – najpopularniejszej dystrybucji Linuksa. Tak! Pojawiła się, wszyscy ściągają, serwery obciążone, łącza rozgrzane.
Dobra, koniec tego wstępu a’la Hollywood. Miała być recenzja, a nie . A więc zacznijmy od początku.
Aktualizacja
Ja ją przeprowadziłem automatycznie, nie z palca, tylko z myszki. Jako, że trochę oprogramowania mam zainstalowanego musiałem cierpliwie czekać, aż ściągnie się 1331 mb pakietów, z czego 1/4 to OO.org i Battle for Wesnoth. Moje łącze nie dość, że nie jest szybkie to do tego cechuje go niestabilność, co spowodowało, że pobieranie odkładałem “na później”, ale w końcu je wykonałem. Później instalacja… Trochę ponad godzinę. Restart i…
Niecały kwartał temu Linux Foundation ogłosiła konkurs o nazwie “I’m Linux” na najlepszy spot reklamujący Linuksa. Społeczność użytkowników jest szeroka, więc odebrano wiele zgłoszeń i niektóre są naprawdę dobre. Listę najlepszych ostatnio zamieściło LinuxNews. Chętnie się z nią zapoznałem i wysnułem kilka spostrzeżeń.
Prawie wszystkie filmiki traktują o ideologii, a nie o samym systemie. To błąd. Skąd przeciętny człowiek będzie wiedział co to Linux, co oznacza pingwin? Taki filmik jak ten poniżej jest dobry, człowiek znający tematykę open-source go zrozumie, ale ktoś kto widział tylko Windowsa nie.
Ubuntu używam dokładnie od 7 listopada, a więc już trochę czasu go znam. Niedługo ma wyjść nowiuśka wersja 9.04. Wszyscy chcą nowe funkcjonalności, a o czym toczy się dyskusja? O jakiś głupich powiadomieniach! A co już zaprezentowali? Nowe GDM! No i po co to? Po co nam wygląd? Od wyglądu są środowiska graficzne. Ten, kto chce mieć coś pięknego wybiera najnowsze KDE, kto chce mieć coś ładnego i w miarę szybkiego zainstaluje Gnome. Kto ma słaby sprzęt wybierze XFCE, Fluxboksa etc. (…)
Dawid, rocznik '94, w sieci znany szerzej jako glabek94. Interesuje się wszystkim co związane z informatyką. Użytkownik Ubuntu, miłośnik open-source, fan Google.